Artykuł: Wymiana z Karlsruhe - XLIV Liceum Ogólnokształcące




ul. Dolna 6
00-774 Warszawa

tel. (0-22) 840-36-48
    (0-22) 841-75-98
dobisz@lo44.edu.pl
REKRUTACJA 2017/2018 - WITAMY KANDYDATÓW DO DOBISZA - ZAPRASZAMY!                             
Szkoła: 
  Strona główna
Historia szkoły
Informacje
Przetargi
Zebrania z rodzicami
Dokumenty

Dyrekcja
Kadra Pedagogiczna
Rada Rodziców
Samorząd
Dzwonki
Plan lekcji
Zastępstwa
Plan nauczania
Podręczniki i programy
rok szk. 2016/2017


Gazetka Dobisz

 
Matura 2017: 
  Matura 2017 - informacje
Harmonogram matur ustnych
Instrukcja maturalna

 
Rekrutacja: 
  Promocja szkoły
Materiały promocyjne
Prezentacja oddziałów
Oferta edukacyjna
Proponowane oddziały
Druki do pobrania
Podstawa prawna

Obóz integracyjny

 

Kulturalny Dobisz: 
  Dni Qltury 2012
Dni Qltury 2013
Dni Qltury 2014
Dni Qltury 2015
Dni Qltury 2016
Dni Qltury 2017

TR/TiSZ, czyli Teatr i szkołą

 

Stypendia: 
  Stypendia dla licealistów
 
Zajęcia dodatkowe: 
  Lista zajęć

Biblioteka szkolna

 









Wymiana z Karlsruhe






Po studiach w 1972 roku zostałam nauczycielką języka niemieckiego w XLIV Liceum Ogólnokształcącym im. Antoniego Dobiszewskiego w Warszawie. Po 18-tu latach pracy poznałam nauczyciela z Max Planck Gymnasium z Karlsruhe - Paula Stephany oraz nauczycielkę z Kreisgymnasium z Bargtrheide - Heidburg Behling. Po nawiązaniu bliższego kontaktu, doszliśmy do porozumienia w sprawie organizowania wymiany młodzieży. Solidnie przygotowałam się do pierwszego wyjazdu do Niemiec w 1989r - we wrześniu do Bargteheide, a w listopadzie do Karlsruhe.





Zdawałam sobie sprawę, że nie będą to podróże wyłącznie o charakterze turystycznym, lecz przede wszystkim powinny być one nasycone treściami sprzyjającymi wzajemnemu poznaniu i rozumieniu się młodzieży polskiej oraz niemieckiej. Akurat wówczas kruszyły się wię
zi przyjaźni polsko - NRD - owskiej, które jak często powtarzano - miały trwać wiecznie, bo oparte zostały na fundamentach "przodującej i postępowej ideologii socjalistycznej".
A faktycznie, przyjaźnie te rozmijały się z tym, co nurtowało większość społeczeństwa polskiego, bo kształtowały je głównie wpływowe elity partyjne i państwowe, motywując je przeważnie tzw. pozytywnymi faktami, precyzyjnie wypracowanymi z wielobarwnych dziejów ojczystych i aktualnej rzeczywistości kraju.

 


Metodę tę odrzuciłam. Chciałam, aby nasza młodzież w kontaktach z uczniami niemieckimi była otwarta i szczera. Bo prawda, nawet nieprzyjemna, ostatecznie sprzyja tworzeniu się atmosfery sprzyjającej powstawaniu zaufania i opartemu na prawdzie, koleżeństwie i przyjaźni. Z takim przekonaniem wyjechałam z pierwszą grupą uczniów, najpierw do Bargteheide, potem do Karlsruhe.





 


Obie podróże i spotkania były udane. Doznaliśmy wielu wrażeń. Byliśmy zadowoleni. Nasi niemieccy partnerzy wyrażali zdziwienie, że podobnie jak oni ubieramy się, bawimy, nucimy znane także przez nich melodie. Wkrótce przybyła grupa niemieckiej młodzieży do Warszawy. Zapoznana została z funkcjonowaniem naszej szkoły. Zwiedziła Warszawę oraz kilka innych miast, również muzeum w Oświęcimiu. Doświadczenia obu tych wycieczek z Polski do Niemiec i odwrotnie nasunęły sporo uwag organizacyjnych. Ale najważniejszy wniosek obu stron brzmiał: trzeba kontynuować wymianę grup młodzieży polskiej i niemieckiej, aby wzajemnie się poznawała i nawiązała koleżeńskie kontakty, które mogą się przeradzać w trwałe sympatie i przyjaźnie.


Obie strony dotrzymały postanowienia. W kolejnych latach wyjeżdżały grupy z naszej szkoły do Niemiec i do nas przyjeżdżali nasi niemieccy partnerzy. W ciągu 12 lat ponad 750 polskich dziewcząt i chłopców przebywało na wymianie w Niemczech. I tyle samo młodzieży niemieckiej odwiedziło Polskę.


Wszystkie te spotkania obfitowały we wzruszające, ciekawe, wartościowe epizody, które warte są upublicznienia. Ale warunki konkursu nie pozwalają na szerszą relację. Ograniczę się więc do syntetycznego przedstawienia tylko tych uwag, spraw i problemów, które uważam za najważniejsze.


Młodzież naszej szkoły podczas pobytu w Karlsruhe i Bargteheide mieszkała w domach tych uczniów niemieckich, którzy byli kandydatami na wyjazd do Polski. Uważam tę formę za udaną, ponieważ wieczorami w rodzinach dyskutowali o wszystkim, co ich interesowało. Chodzili do kina, na dyskoteki, oglądali wspólnie programy, chodzili na spacery i fotografowali się. 10 dni spędzone pod jednym dachem owocują obecnie wymianą listów, a często także prywatnymi odwiedzinami.







Każda grupa młodzieży niemieckiej przyjeżdżająca do nas spotykała się z rówieśnikami naszej szkoły. W trakcie rozmów przedstawiciele obu stron informowały się o warunkach i problemach nauczania i nauki, obyczajach panujacych w szkole polskiej i niemieckiej.
Zwykle stawiano sobie pytania, które dotyczyły spraw historycznych, ekonomicznych, kulturowych i w ogóle społecznych w naszych krajach. Na część trudniejszych pytań, wyjaśnień udzielali nauczyciele.
W toku kolejnych spotkań zauważyłam, że młodzież niemiecka niezbyt pewnie i tylko powierzchniowo odpowiadała na pytania dotyczące II-giej wojny światowej. Natomiast ich wypowiedzi koncentrowały się na sprawie "Wypędzonych" z terenów zachodniej Polski, odzyskanych przez nas po II-giej wojnie światowej. Zaskoczeniem było moje wyjaśnienie, że Polacy również musieli opuścić swoje domy po przesunięciu granicy polsko - radzieckiej na Bug. Od nauczycieli niemieckich dowiedziałam się, że przebieg II-giej wojny światowej w szkolnictwie niemieckim ogranicza się do analizy przyczyn dojścia do wojny i jej skutków dla Niemiec. Natomiast w dziełach historycznych jest ona wszechstronnie analizowana. Jest to przedmiot studiów na wyższej uczelni. Przejawy asekuranctwa w zakresie interpretacji II-giej wojny światowej dostrzegam również w naszym kraju. Otóż niektórzy politycy w swoich
wypowiedziach publicznych pomijają tzw. "trudne" wydarzenia, które miały miejsce w dziejach polsko-niemieckiego sąsiedztwa. Kojarzy mi się to ze skompromitowanymi praktykami preferowania polsko-NRD-owskiej przyjaźni. Obie strony konsekwentnie przemilczały fakty historyczne w naszych stosunkach, które uznawano za szkodliwe. Mam wątpliwości co do skutkowego rodzaju tych zabiegów.


W dialogach między młodzieżą polska a niemiecką nie ma tematów tabu. Mówimy o korzystnych wydarzeniach i zjawiskach, jakie występowały w przeszłości między naszymi państwami i narodami, lecz analizujemy również szalejącą wrogość, której rezultatem były starcia zbrojne a także ludobójstwo. Z zasady bywamy zgodni, że obecnie i w przyszłości młode pokolenia powinny wszystko, co możliwe, czynić, aby ze stosunków naszych sąsiedzkich państw zawczasu eliminować tendencja wrogie, prowadzące do agresji, bo konflikty zbrojne w ostatecznym rachunku przynoszą szkodę pokonanym i zwycięscom. O tych ważnych sprawach młodzież debatuje.przy okazji organizowanej wymiany.



W naszym kraju niemieccy uczniowie zwiedzają Warszawę, Kraków, Kazimierz nad Wisłą oraz Muzeum w Oświęcimiu. Szczególne wrażenie wywołuje na nich Oświęcim, gdzie młodzi Niemcy popadają w zadumę z powodu tej potwornej tragedii ludzi, którzy stali się ofiarami strasznej nienawiści rozpętanej między narodami. A jej skutkiem była nie tylko II-ga wojna światowa, lecz również planowana na wielką skalę zagłada kobiet, mężczyzn, młodzieży i nawet dzieci, czego świadectwem jest właśnie Oświęcim i inne hitlerowskie obozy zagłady np. Neugamme k/ Hamburga, który zwiedzamy z naszymi niemieckimi partnerami będąc w Bargteheide.
Ta historyczna i kontrowersyjna tematyka wyłania się w sposób naturalny w toku spotkań kolejnych grup oraz podczas spotkania w Warszawie z panem Jerzym Skrzypkiem - byłym więźniem obozu w Oświęcimiu. Bardzo trudno zrozumieć młodzieży niemieckiej, jak mogło dojść do tej tragedii.


Stwierdzam stanowczo, ze informacje i rozmowy z gośćmi niemieckimi o rożnych tragicznych wydarzeniach między naszymi narodami są przyjmowane ze zrozumieniem. Moi uczniowie na jednym ze spotkań opowiadali kolegom z Niemiec o bitwie pod Grunwaldem, o której niemieccy partnerzy nic nie wiedzieli, co bardzo nas, Polaków, zdziwiło.
Nie zauważyłam, żeby te drażliwe kwestie ujemnie wpłynęły na nastroje i atmosferę. Wręcz przeciwnie, chyba nas zbliżyły. Doświadczenie powyższe umacnia mnie w przekonaniu, że także w przyszłości więzi koleżeńskie i przyjaźnie powinny opierać się na szczerości i prawdzie, a nie przy pomocy koniunkturalnych haseł, wyszukanych konwenansów i wszelkiego rodzaju abstrakcyjnych banałów, które tylko z pozoru wydają się przyjemne i korzystne. Tę górnolotną i dyplomatyczną retorykę odrzucam i - jestem przekonana, że czynimy słusznie.








Jest oczywiste, że w rozmowach między młodzieżą polską i niemiecką dominuje problematyka szkolna, metody nauczania, zasady wychowania i obyczajowość.


Interesujące są opinie na temat dyscypliny. W Polsce istnieje powszechne przekonanie, że Niemcy są bardziej zdyscyplinowani, niż Polacy. Tymczasem sytuacja w szkołach niemieckich jest inna: "luzu" jest więcej niż w naszych polskich. Z moich obserwacji wynika, że między nauczycielami niemieckimi a ich uczniami rozwinięte są zasady demokratyzmu. Panują bardziej partnerskie stosunki. Uczniowie dość swobodnie zachowują się w obecności wychowawców. Na dyskotekach szkolnych, mając 16 lat, mogą palić papierosy i pić piwo. Często zwracają się do nauczycieli po imieniu. Nie mają zakazu wchodzenia w butach do swoich sal. W szkołach polskich istnieje znaczący dystans między nauczycielem a uczniem. Wychowankowie zwracają się do pedagogów "panie profesorze, pani profesor" co śmieszy troszeczkę niemiecką młodzież. Funkcjonujące u nas zakazy u niemieckiej młodzieży wywołują zdziwienie.


Który system jest lepszy? Trudno orzekać. Można tylko powiedzieć: co kraj to obyczaj. Stwierdzam jednak z satysfakcją, że Polacy, z którymi przebywałam w Niemczech, zachowywali się wzorowo w rożnych sytuacjach. Pod względem zasobu wiedzy nie ustępują zachodnim sąsiadom. Z porównania programów nauczania matematyki, chemii i fizyki wynika, że polskie szkolnictwo przekazuje w zakresie tych przedmiotów szerszy zasób wiedzy.


Na uwagę w niemieckich szkołach zasługuje wyposażenie sal lekcyjnych. Poza tym uczniowie klas X i XI mają poza nauką spełnić miły obowiązek: odbyć wycieczkę zagraniczną. Oczywiście, jest to jedna z form ogólnego kształcenia dorastających obywateli.


Katalog tych zbiorowych i indywidualnych dyskusji jest długi. Uczestnicy każdej grupy niemieckiej młodzieży opuszczając nasz kraj zgodnie powtarzali, że to, co widzieli i słyszeli w ciągu minionych dni w dużym stopniu koryguje ich wyobrażenia o Polsce. Wyrażali zadowolenie, że , mimo wahań, przyjechali do Polski i poznali wspaniałych rówieśników w Warszawie.


Analogiczne opinie wyrażała młodzież polska. Sporo z nich to już ludzie po studiach, pracujący zawodowo. Są i tacy, którzy pełnią ważne stanowiska publiczne i aktywnie działają społecznie na rzecz likwidowania uprzedzeń do naszego zachodniego sąsiada oraz rozwijają z nim współpracę.


W ciągu 12 lat zbliżania, poznania i przyjaźnienia się zrobiliśmy trochę dla usuwania uprzedzeń, tworzenia polsko-niemieckiego dobrosąsiedztwa. Ta nasza działalność spotyka się z przychylnością społeczną, co zachęca mnie do jej kontynuowania i wzbogacania.


Teresa Nowińska - Piotrowska





         
          Jak aktywować konto
 Szukaj:
 

 

 Strony:
  Mapa strony
Wybory samorządowe 2010
Klas
Uczniów
Absolwentów
Nauczycieli
Publikacje
Archiwalne materiały
SPORT

 
 Sieć:
  Forum
Poczta
Netykieta
Bezpieczeństwo
Download
FAQ

 


3420558 Unikalnych wizyt